Naprawdę jest zabawnie, nie sądzisz?
Ostatnio naszła mnie myśl, by napisać o Królewnie.
Więc była ona, był też jej ojciec- Stary Król. Nie mieli imion. Albo po prostu się nie nazwali. Byli smutni, zagubieni. Sęk w tym, że w tej bajce Królewna umiera; choć nie powinnam tego zdradzać na początku. Sami rozumiecie, chcę być z Wami szczera. Choć to nie jest do końca pewne. Może ona uciekła i się zgubiła? Podobno krzyczała imię ukochanej osoby. Nieważne, czy umierała, czy tylko się zgubiła- czyż to nie poetyckie (w obu przypadkach)? No właśnie nie. Tylko poczekajcie moment- w czym ona się zgubiła (o ile w ogóle)? W ciemności? W lesie? W sobie?
Zanim jednak Królewnę spotkał straszny los, jej życie było usłane różami. Nieważnym jest, co robiła. Prawda jest taka, że nawet nie ruszała palcem. Kiedyś, zanim Stary Król był stary, dużo biegała. Szukała. Znała drogi, znała królestwa. Najpewniej to ją zgubiło; zapomniała o dawnych nawykach, o dziecku w sobie, o SOBIE. No chyba, że po prostu umarła. Chociaż to mogło być następstwo zguby. Skomplikowane.
To zabawne, tak myślę. Tragiczne wręcz. Jaśnie Panienka krzycząca pośrodku -czego?- wszystkiego. Albo niczego, jak kto woli. Wyobraźcie to sobie, naprawdę śmieszne. Nikt się tego nie spodziewał. Mogła umrzeć na serce, albo ze starości, albo w nieszczęśliwym wypadku. A tu proszę, niespodzianka! Zguba! KURTYNA!
Bajka nie ma rozwinięcia. Królewna była i nagle -puf!- Królewny nie ma. To wydaje się głupie, ale wierzcie mi, wcale takie nie jest. Opowiedzcie historię Królewny sami.
Potem opowiedzcie mi o Królewnie, Martwiej Królewnie. A ja będę płakać, bo ją kochałam. Bo była moją bohaterką. Będę krzyczeć, wić się ze smutku i złości. A kiedy szlochy ucichną, usłyszycie mój szept:
-Wiedziałam, że ona umrze. Nienawidzę Cię za to, że jej nie uratowałeś.
Stare miasto, stare miasto już nie możem ciebie strzec
Szwaba prać by trza po mordzie ale poparzone witki dwie
Czy w nocy dobrze śpicie? Czy śmierci się boicie?!