niedziela, 20 lipca 2014

Waga

I leżę, i wiję się, i nie mam pojęcia co dalej. Widzę księżniczki, książki, dzikie psy i zagubione koty na drzewach. Aż rzygać się chce.
Nie czuję się najlepiej, a właściwie nie czuję się wcale. Mam wrażenie, że przez moją pustkę zepsułam pogodę. Było pięknie; gorąco i niezbyt parno. A teraz co? Leje deszcz, szaro, nieprzyjemnie. Jakby wszystko, łącznie z pogodą, było przeciwko mnie. A ja się staram jak głupia, i chcę, i pragnę, i plotę wianki dla osób, które najpewniej nigdy nie wrócą.

never let your fear decide your fate 

Desperacko chcę lodów, ale jest 2:03. W jedynej całodobówce w mieście nie znajdę smaków, na które mam ochotę + wszystkie inne będą niesamowicie drogie. Przechodzi mi wtedy cała ochota na jedzenie i mam ochotę spać, spać, spać, spać.
A co robię? Leżę i narzekam sama sobie, rozmawiam z obcymi ludźmi z internetu ("NEM, ZNOWU PRÓBUJESZ POMAGAĆ TYM SPIERDOLINOM Z INTERNETU? Proszę cię, nie zrób znowu z siebie worka treningowego.") i piję energetyki. Szkoda, że teraz są tylko przesłodzonym napojem. Tęsknie za pobudzeniem, które u mnie powodowały. Organizm vs ja, 1:0.
Ostatnio jestem bardziej krucha niż normalnie, w każdym możliwym aspekcie życia. I bardzo za to przepraszam osoby czytające, ale przede wszystkim siebie. Trochę żałosne, nie? Aż mam ochotę dać sobie samej w twarz, ale nie mogę. Skutki uboczne nie równoważyłyby się z moimi przewinieniami.
Nisko upadłaś, oj nisko, lalkarzu kwiatów. A wiecie, co jest najlepsze?
Nadal kocham i czekam w swojej wieży. I teraz też rzuciłabym wszystko dla rycerza w czerwonej zbroi. A wianki usychają.
Taka ze mnie niedorobiona księżniczka!

Waga wadze nierówna.